niedziela, 16 czerwca 2013

Radio Ladio

Nie mogę się doczekać końca, aż weekend będzie trwał wieki. Chcę, żeby siedzenie w domu znów mnie nudziło. Żeby Comedy Central i oglądanie w kółko losowych odcinków pięciu różnych sitcomów przestało być takie kuszące.
Chcę móc spędzić nieograniczoną ilość czasu tak jak chcę, nie przejmując się tym gdzie powinnam teraz być i co powinnam robić.

Chcę zrobić coś, co sprawi, że będę się czuła lepsza. Wziąć się za siebie i coś naprawić. Wyglądać lepiej.

Nie wiem, czy dotrwam tego czasu. Bo nigdy nie będę Horkruksem, nie mam szans na bycie najpiękniejszą kobietą w mieście. I chyba po prostu muszę sobie to uświadomić, przestać marzyć i skupić się na tym, co mogę zrobić. Chociaż wydaje się, że to cholernie mało.

niedziela, 9 czerwca 2013

Spokojna, wiejska droga.

piątek
Siedzę z K. na trawie gadając o niczym, pijąc zimne piwo. Śmiejemy się, plotkujemy, opowiadamy sobie dziwne sny. Wszystko jest wspaniałe. Idziemy po kolejne piwo, siadamy pod drzewem. W międzyczasie parę razy przechodzimy przez piasek i robi się jak latem. Jakiś czas później żegnamy się, ale ja nie chcę jeszcze wracać do domu. Dzwonię do niego i chwilę później widzę go w tłumie. Pijemy kolejne piwo z jego znajomymi, od obcych ludzi "pożyczam" fajkę. Wszystko jest wspaniale.
Potem żegnamy się na przystanku, przestaję czuć to ciepło. Nie do końca wiem co ze sobą zrobić, skupiam się tylko na chodzeniu mniej więcej prosto. W domu jest mi jakoś nie tak jak być powinno. Czegoś mi brakuje. 

sobota
Wracam na rowerze przez wieś. Na niebie widać już tylko ostatnie błyski czerwoności od Słońca schowanego za horyzontem. Z obu moich stron są pola czegoś zielonego i zbożowatego. Jest trochę mgły, Mumfordzi w uszach i swetrowa pogoda. Jest super, beztrosko, mogłabym jeździć tak codziennie, o tej samej porze i w tym samym miejscu. W domu znów coś się psuje, jest mi gorzej. Już nie tak magicznie, tylko bezsensownie. 

niedziela
Dziś jest tak cały dzień. Siedzę tu, trochę sprzątałam, żeby nie myśleć. Chciałabym tylko znów znaleźć się w jego ramionach zasnąć w nich, w końcu spokojna. Chciałabym, żeby było dobrze. Beztrosko. Wakacyjnie. Idealnie byłoby cały czas czuć się tak, jak obok niego. 

poniedziałek, 3 czerwca 2013

kilka strasznych rzeczy

Kilka dni niesamowitego stresu, przerażenia i niepewności, które sama sobie wymyśliłam.Chwila ulgi i znów wszystko jest nie tak jakbym chciała. Tęsknie za jakimś mniej problematycznym kiedyś, kiedy było wspaniale. Tęsknie za wypadami na deskę i obserwowaniem burzy spod kołdry. Tęsknie za niewybrednymi żartami i gadaniem o bzdurach. Za niedoświadczeniem i tęsknotą do tego, czego jeszcze nie znam.

Jakoś mi się sypie wszystko na głowę, w dużej mierze z mojej winy. I czuję niemoc, jakbym była zamknięta we śnie obserwując, jak dookoła nic już nie jest takie samo, ale wciąż wygląda niesamowicie realnie. Nawet bardziej realnie niż wtedy, kiedy ubłocone po kolana wracałyśmy nocnymi autobusami próbując nie zasnąć i rozmawiałyśmy o puszczaniu się ustami. I braniu na banana.

Czuję się też cholernie samotna, bo żaden z tych momentów się nie powtórzy, nie tak samo. A ja boję się przyszłości. Tak jak wszystkiego. Potrzebuję wsparcia, przytulenia, poklepania po plecach. Ciepłego głosu, mówiącego, że będzie ok, że życie jest spoko, że nie ma sensu się martwić.

Czy ktokolwiek jeszcze w to wierzy we własne, pocieszające słowa?