Powiedziałam za dużo, straciłam kontrolę, przy Tobie po raz pierwszy. Chociaż tyle razy miałam ochotę wykrzyczeć Ci w twarz, i myślałam, głupia, że może to coś zmieni, że zrozumiesz, że już będzie lepiej. I mimo, że nie słyszałeś wszystkiego, to już wystarczyło, a przecież jest o wiele więcej. Może się domyślasz.
Nie usłyszałeś tego wprost, tak jak ja tyle czasu temu, i pewnie domyślasz się, że za duży ze mnie tchórz. Ale przecież ludzie robią głupie rzeczy i ja robię dużo głupich rzeczy. Ty chyba też. I mam ochotę zrobić krzywdę nam obojgu, bo nie mogę wytrzymać tych bezsensownych momentów. Jest trochę jak za dawnych lat, w domu chowam twarz, i mam chęć schowania w dłoni nożyczek, ukrywam się i zmyślam. Marzę o kimś, kto by mnie stąd wyrwał, czy też raczej o tym, żebyś Ty mnie wyrwał i nie pytał, i żeby już było cudownie, tak jak miało być.
Mam blokadę wszystkiego, jestem zawieszona. Napisanie tych kilku zdań jest jedynym zajęciem, które wymaga ode mnie myślenia, jakiego dziś się podjęłam. Paraliżuje mnie strach, że to się skończy tak po prostu, że skończę się i ja, razem z tym, że głupie rzeczy znów będą przychodzić mi do głowy.
Może dawny przyjaciel miał rację, powinnam się była wyleczyć, a nie zarażać ludzi. Nie wciągać nikogo w siebie, w moją chorobę, która towarzyszy mi już tyle czasu. A było tak dobrze, momentami było tak wspaniale.
Chcę powrotu naszego dolce vita, ale czy ono w ogóle istniało?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz