wtorek, 9 kwietnia 2013

Czystość

Układam kolorami pisaki w szufladzie, ubrania równo składam na półkach, lub przewieszam kategoriami. Zmywam z zębów jedzenie pastą i kurz z parapetu. Wyrzucam kartki, zapiski, kartkówki, ksera i opakowania. Nie jem. Kolejny raz biorę prysznic, dłuższy, niż potrzeba. Skrupulatnie myję twarz, najpierw demakijaż, peeling, tonik. 

To wszystko jest mi potrzebne, żebym mogła czuć się czysto. Brudna nienawidzę siebie, czuję, że trochę umieram. Nie wiem czemu przeszkadza mi w tym jedzenie, ani czemu inni ludzie nie mają z tym problemu. Nie mogę kłaść się brudna całym dniem, myślami i słabościami, kalać białej pościeli. Nie chcę. Nie umiem zacząć dnia inaczej, niż od zmycia z siebie nocy, snów, marzeń, koszmarów, bólów głowy. 

Podobno to niezdrowe. Że od tego alergie, słaba odporność i takie tam. Ale chyba wolę narazić się na kilka dni kataru, niż być nieczystą, splamioną, mając wrażenie, że każda osoba patrząc mi w twarz czy idąc obok widzi to wszystko, co mam na sobie. Każde dobro i zło, które noszę pod skórą, widoczne jest na twarzy, dłoniach i wyczuwalne w moim zapachu. 

Sprzątam więc też dookoła siebie, rzucając się na wszystko, mając ochotę tylko wyrzucać. Nie chcę niepotrzebnych rzeczy w zasięgu wzroku. Przecież wtedy kolejna rzecz we mnie będzie nieidealna, niespełniająca wymagań, do poprawy. A o tych wszystkich banałach wolę pamiętać, niż musieć je oglądać,dotykać i sprzątać, każdego dnia na nowo. Nie wierzę w pamiątki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz