Tak łatwo ulegam emocjom, uczuciom, hormonom, chorobom i ludziom, że sama nie wiem już, co jest tą prawdziwą mną. Co nie jest spowodowane chwilą, ale było we mnie od zawsze. Jak zachowywałabym się teraz, gdyby dzisiejszy dzień przebiegł inaczej? A gdyby nie było ostatniego roku? Nie wiem nawet, kiedy byłam w gorszym stanie psychicznym. Wtedy umiałam znaleźć więcej oparcia w sobie samej, ale byłam przecież na skraju tego wszystkiego, na progu niszczenia własnej świadomości, i tak często myślałam o skończeniu ze sobą. Dzisiaj nie wydaje się to takie bez sensu jak w inne, lepsze dni. Dzisiaj jestem sama ze sobą, ale nie potrafię sobie pomagać. Tam, gdzie kiedyś były resztki motywacji, została pustka, zjadłam ją pewnie z którąś tabliczką "przepłakanej" czekolady.
Proste rozwiązanie jest kuszące, zwłaszcza, kiedy można kogoś o nie obwinić. Ale co jeśli musiałabym winić sama siebie, jak teraz? Czy to nie byłby czysty idiotyzm? Chciałabym przez chwilę poczuć tą ulotną ulgę, trochę szczęścia w płynie na palcach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz