Zastanawiam się, co nadałoby jakąś celowość temu wszystkiemu, co sprawiłoby, że mogłabym się jakoś odnaleźć. Nie wiem co będzie potem, i boję się, że lepiej teraz o tym nie myśleć. Wyobrażenia mają zwyczaj zmieniać się w marzenia, a marzenia często uparcie nie chcą się spełniać. Najłatwiej byłoby poddać się już teraz, kiedy jeszcze nie wszystko zdążyło się posypać. Bo już teraz wszystkie drobne nieprzyjemności ze strony ludzi bolą mnie bardziej, niż powinny. Nie umiem się już nie przejmować, może to dla mnie lepiej?
Ale stałam się tchórzem. Już bym nie umiała tak po prostu, zaczęłam się bać. Nie wiem, czy bólu, czy tego co jest po nim, czy po prostu mam głupią nadzieję na poprawę. A może boję się, jak zwykle egoistycznie, że jednak nie znaczę aż tyle, ile bym chciała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz